PODosłonami.pl

Agro-Sorb 2020
Yara od 11 01 2019

Stare problemy i pozytywne zmiany w uprawie papryki

W pierwszym numerze dwumiesięcznika „Pod Osłonami” ukazał się wywiad z dr Agnieszką Stępowską z Instytutu Ogrodnictwa w Skierniewicach. Poniżej przedstawiam niektóre zagadnienia poruszone podczas tego wywiadu – pełna treść dostępna jest w wydaniu papierowym (które można zamówić za pośrednictwem internetowej strony wydawnictwa Hortpress).

Anna Wize: Jak można ocenić bieżący sezon w produkcji papryki, czy przebieg pogody sprzyjał tej uprawie?

Dr Agnieszka Stępowska: Wbrew pozorom początkowo nie było źle. Stosunkowo dobrze zaczęła się wiosna, bez długotrwałych przymrozków. Pozwoliło to może na nie najwcześniejsze sadzanie papryki, ale na spokojny początek uprawy, czyli jeżeli ktoś sadził paprykę nawet w połowie kwietnia, to rośliny mogły spokojne zaaklimatyzować się, bez przechłodzenia. W tunelach utrzymywały się warunki wystarczające dla papryki, około 18C. Umiarkowana temperatura sprzyjała wzrostowi wegetatywnemu, i choć mogło to sprawiać wrażenie, że rośliny opóźniają kwitnienie, to dzięki temu rozbudowały odpowiednio dużą masę zieloną i mogły potem wykarmić dorastające owoce. Poza tym przy umiarkowanej temperaturze rośliny bardzo dobrze wykorzystują materię organiczną i azot amonowy nawet z obornika podanego jesienią. Maj był bardzo słoneczny w związku z czym rośliny szybko rosły. W czerwcu pogoda była dość zmienna, okresy upałów przeplatane były deszczową pogodą, co jest typowe dla naszego klimatu, ale biorąc pod uwagę sumę temperatur i dni słonecznych warunki takie sprzyjały papryce. W większości gospodarstw zieloną paprykę z tuneli foliowych zaczęto zbierać już pod koniec czerwca, po połowie lipca zbierano pierwsze wybarwione owoce.

– A jak taki przebieg pogody wpływał na jakość owoców i zdrowotność roślin?

AS: Na początku uprawy, po posadzeniu rozsady problemy mogła stwarzać Phytophthora sp. Ten dość powszechny patogen porażać może rośliny, które np. są sadzone zbyt głęboko i dochodzi do mikrouszkadzeń łodygi, przez które mogą wnikać zarodniki patogenu powodującego pierścieniową zgniliznę podstawy pędu. Jeżeli jednak paprykę posadzono tak głęboko, jak rosła w doniczce, to w zasadzie nie ma wtedy problemu z fytoftorozą, poza tym chorobę tę można skutecznie zwalczać środkami grzybobójczymi.
– A jakie było zagrożenie ze strony innych, powszechnych chorób papryki – zgnilizny twardzikowej, uwiądów?
A.S. Zgniliznę twardzikową można określić jako „siostrę” szarej pleśni, gdyż podobnie jak ona lubi wysoką wilgotność. Woli jednak wysoką temperaturę, dlatego najczęściej pojawia się w czerwcu i atakuje pędy, zwłaszcza ich rozgałęzienia. Szara pleśń pojawia się wówczas najczęściej na uszkodzonych tkankach wtórnie. Pierwotne porażenia wywołane przez Botritis cinerea występują raczej jesienią, gdy temperatura spada poniżej 17 C. Oba patogeny zwalcza się tymi samymi środkami, ale najlepsza jest profilaktyka – intensywne wietrzenie tuneli, unikanie moczenia roślin przed nocą, i oczywiście cięcie pędów, umożliwiające dobrą cyrkulację powietrza między roślinami. W tym roku obie te choroby, występowały w nieco mniejszym nasileniu.

Powszechnym zagrożeniem, jak co roku zresztą, była wertycylioza – na plantacjach papryki to jest najczęstsza choroba powodująca więdnięcie roślin, fuzarioza występuje znacznie rzadziej ponieważ woli cieplejsze podłoża. Verticillium dahliae atakuje osłabione korzenie, dochodzi do tego zwłaszcza kiedy roślina zaczyna owocować (korzenie intensywnie owocujących roślin w mniejszym stopniu wydzielają kationy wodorowe i słabiej zakwaszają podłoże, poza tym część nadziemna odprowadza do nich mniej substancji odżywczych i wolniej rosną). Powstają wtedy lepsze warunki dla rozwoju zarodników Verticillium. Gdy już wystąpią objawy choroby, nie ma na nią skutecznego „lekarstwa”, możemy jedynie próbować zmniejszyć uszkodzenia… pełna treść wywiadu opublikowana została w dwumiesięczniku „Pod Osłonami”.

HortiAdNet